Podróżnik / przygoda

TURYSTYKA – EKSPLORACJA – PODRÓŻE – PRZYGODA

Na rozkładzie ponad 100 krajów, w tym to największe, najmniejsze i podobno najważniejsze. Łącząc dwa światy: podróżnika i dziennikarza-backpackera, mam okazję oglądać „travel-world” z rozmaitej perspektywy. Byłem na 7546 m n.p.m. i 418 m p.p.m. Pustynie, dżungle i góry. Kolej transsyberyjska, Grenlandia, Arktyka, Kirgistan. Feeria barw, kołowrót języków i smaków. I wciąż mi mało świata!

 

* * * * * * *

Podróże małe i duże

 

Gdy byłem dzieckiem, często bawiłem się globusem… i zawsze chciałem zobaczyć na własne oczy miejsca, gdzie zatrzymywał się mój palec. To było fascynujące: Aconcagua, Gibraltar, Nordkapp, Ararat – te nazwy rozpalały moją wyobraźnię. Ciekawość świata i ludzi została we mnie do dziś. Staram się doganiać moje dziecięce marzenia, w miarę wolnego czasu, możliwości i funduszy: dawniej bardziej survivalowo, teraz (coraz częściej) klasycznie…

 

Zatem PODRÓŻE. Dalekie i bliskie. Autostopem, rowerem, samochodem, koleją, samolotem… i innymi środkami lokomocji, niekiedy dość dziwnymi. Ukraina i spływy specjalnymi mini-katamaranami? Psi zaprzęg w Laponii? Kamper w Kanadzie, ciągnik w Irlandii, kajak na Karaibach, narty w Norwegii i bagażnik na Syberii? Na wodzie, na lądzie i w powietrzu. W miejsca, które nie zawsze są popularnym kierunkiem, często w typowo „backpackerskich” warunkach. Jak mawia moja przyjaciółka Lena z Mołdawii:

 

„– Szlajasz się z plecakiem po dziwnych punktach, zapomnianych przez Boga i ludzi.

 

Podróżnicze doświadczenie? Cóż, trochę „kręcę się” po świecie. Byłem na 7548 m n.p.m. i 418 m p.p.m. Odwiedziłem ponad 100 państw świata, które właśnie są weryfikowane przez Travelers Century Club – przebywałem w największym (Rosja), najmniejszym (Watykan) i w tym podobno najważniejszym (Stany Zjednoczone). Jadłem skorpiony w Chinach, piłem kumys w Kazachstanie, jechałem koleją transsyberyjską, zakopałem skrzynkę geocachingową w Luksemburgu i wylegiwałem się na plażach Goa.

Namalowałem graffiti na murze oddzielającym Palestynę od Izraela, przeszedłem szlak Arctic Circle Trail na Grenlandii, uniknąłem min przeciwpiechotnych w Laosie i namolnych kobiet na pograniczu Argentyny i Chile. Przejechałem pustynię Takla-Makan, włóczyłem się po Jedwabnym Szlaku, ganiałem po Arktyce w poszukiwaniu zorzy polarnej, zawiozłem pomoc humanitarną do domów dziecka w Kirgistanie – i kąpałem się nago na Spitsbergenie, 78° 13’N, 1100 km od Bieguna Północnego.

 

Listę mogę rozwijać ;). Wydalili mnie z terytorium Białorusi („dziennikarz z Polski to wróg narodu białoruskiego!”), nie chcieli mnie wypuścić z żywego skansenu komunizmu – Naddniestrza, zostałem aresztowany w Chinach. Szukałem wampirów w rumuńskich zamkach, potwora z Loch Ness w Szkocji, lodowych rzeźb w Murmańsku, śladów zamachu przy granicy Gruzji z Osetią Południową. Uciekałem przed wojskiem na najwyższym szczycie europejskiej części Turcji – i skręciłem nogę, zbiegając z wygasłego wulkanu na Islandii.

Odganiałem się od niedźwiedzi w północnej Kanadzie i od małp w Kostaryce, eksplorowałem pustynię Negev nieopodal Arabii Saudyjskiej, o mały włos nie spowodowałem konfliktu dyplomatycznego na północy Syberii zimą. Nie spałem w Spale, lecz piłem w Pile. Byłem i w Piekle i w Niebie (oba w gminie Końskie).

I wiesz co? Wciąż mi mało.

Dziennikarz – podróżnik

 

Jakoś tak wyszło, że mój świat nigdy nie był, nie jest – i mam nadzieję, że nie będzie – bezbarwny i jednowymiarowy. Wciąż czuję, że zobaczyłem zaledwie ułamek tego, co chciałbym dotknąć, powąchać, przeżyć. Cenię MIEJSCA, szanuję LUDZI, uwielbiam EKSKURSJE, wchodzę w DYSKURSJE.
 
Możesz mnie spotkać w samolocie, na szlaku, na końcu świata – ale również na ekranie swojego telewizora, w radiu, na festiwalu podróżniczym… a nawet w swoim mieście, szkole czy uczelni. Bo lubię się dzielić. Nie tylko doświadczeniem, lecz także emocjami.
 

 

Przez te wszystkie lata dochrapałem się roli „eksperta podróżniczego”. I m.in. dlatego mam okazję wypowiadać się (publicznie) nie tylko na ogólne tematy zahaczające o turystykę, ale także szeroko pojętą branżę lotniczą, transportową, związaną z tanim podróżowaniem i sprytnymi sposobami na zwiedzanie świata. Skrzętnie korzystam z tej możliwości, traktując to jako sposób na ewangelizowanie widzów, słuchaczy i czytelników – próbując zarazić ich pasją do podróży lub tłumacząc zawiłości rządzące niektórymi procesami.

* * * * *

Mam okazję i przyjemność poznawać tuzy światowego rynku turystycznego, podróżniczego i wyprawowego: od prezesów linii lotniczych i biur podróży, poprzez sławnych podróżników i odkrywców, skończywszy na wszystkich znaczących osobach z szeroko pojętej branży „travel”.

A co robię w wolnych chwilach? Sporo piszę, lubię przelewać myśli na papier lub klawiaturę…  

 

Festiwale podróżnicze

 

Solą interesującej podróży jest nie tylko sam fakt jej odbycia – ale także podzielenie się swoimi impresjami po powrocie, przed większym audytorium. Pokaz zdjęć, opowieść o miejscach i przygodach. Dopuszczamy dzięki temu innych potencjalnych podróżników do wrażeń, kolorów i zapachów, które były naszym udziałem. Dzielimy się częścią świata, pokazując go takim, jakim jest – często nieupudrowanym polityczną poprawnością.
 
Dlatego bywam na festiwalach podróżniczych, nie tylko w Polsce, lecz na całym świecie. Mam przyjemność zasiadać w Radzie Dziennikarzy podczas Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, połączonych z wręczaniem nagrody Kolosów (to największa i najbardziej prestiżowa branżowa impreza w Europie Środkowo-Wschodniej). Przez ten czas poznałem dziesiątki ludzi, stanowiących nasz barwny świat podróżniczo–wyprawowy.
 

 

A że szalone polskie nogi potrafią nieść daleko i dokonać czynów niebywałych – wystarczy wspomnieć tu Aleksandra Dobę, Andrzeja Bargiela czy Krzysztofa Starnawskiego – warto słuchać ich opowieści, szukając inspiracji do własnych wypraw, wyzwań i podróży.

 

Wciąż w podróży – ostatnio odwiedziłem m.in.: